AKM GdaŁ„sk.
odwiedzono nas:
407617 razy
od 21-06-2016.
POLSKI    ENGLISH
AKM na facebook'u

Wspierajš nas:

Łťaglownia Bryt Sails.
Sklep Wind.
Wydawnictwo MARPRESS.

Wrzeœniowy rejs Ambasadorem do Kłajpedy
 
13 - 21 wrzeœnia 2015
Autor: Robert Grodecki

Pomysłodawcš i organizatorem tego nieco „wariackiego” (jak się póŸniej miało okazać) jesiennego rejsu na klubowym jachcie () był „nasz człowiek w Przemkowie”, czyli Mietek „Brodacz” Cichoszewski. Mietek dokonał rezerwacji terminu, namówił swoich kolegów – myœliwych z koła łowieckiego „Darz Bór” w Przemkowie i rozpoczšł poszukiwania skipera do poprowadzenia Ambasadora. Ze mnš skontaktował się już w lipcu, ale z różnych względów długo trwało nim mogłem podjšć ostatecznš decyzje i potwierdzić udział we wrzeœniowym wypadzie na Zatokę Gdańskš… No właœnie, Zatoka Gdańska! Tutaj popełniłem pierwszy i najważniejszy „błšd”. W poœpiechu szybkich i nerwowych rozmów telefonicznych, ustalajšc różne szczegóły wyjazdu, do głowy mi nie przyszło by zapytać o cel i charakter rejsu oraz o oczekiwania załogi, czyli o najważniejsze przy organizacji rejsu sprawy. Znałem tylko termin: od 13 do 19.09.2015 r., czyli tydzień, inaczej 7 dni lub 168 godzin. To ważny fakt. Czas bowiem jest z reguły głównym determinantem przy organizacji i planowaniu każdego rejsu (innym ważnym jest wielkoœć jachtu – tj. długoœć w linii wodnej, ta bowiem ma bezpoœredni wpływ na osišgane prędkoœci). Czas ma wpływ na planowanš trasę (czas trwania rejsu), możliwoœci żeglugowe (czas, jako termin odbycia rejsu: innej pogody można spodziewać się w lipcu, innej we wrzeœniu). Trasa ma wpływ na długotrwałoœć przebywania w morzu, wachty, ich długoœć i iloœć. Zaczyna się liczyć wytrzymałoœć na zmęczenie i trudne warunki przy zmianie pogody. Czas determinuje wreszcie zaopatrzenie. Nie muszę chyba mówić, że poza Mietkiem nie znałem pozostałych członków załogi i nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Powiem szczerze, jeszcze w trakcie podróży busem Jurka „Kawalera” Skrzypczaka” do Górek byłem przekonany, że żeglować będziemy, co najwyżej kilka godzin dziennie, pomiędzy portami Zatoki Gdańskiej, a sam rejs będzie bardziej „turystyczno – rozrywkowy” (z akcentem na „rozrywkowy”) niż „żeglarsko – ekspedycyjny”.

Przygody zaczęły się już na starcie. Zgodnie z ustaleniami, wyruszyć mieliœmy w sobotę (pištek po południu, z jakiœ tajemniczych powodów, odpadał) najpóŸniej ok. godziny piętnastej, ale raczej po trzynastej. Ja miałem być zabrany z Lubina, koledzy z Przemkowa mieli dojechać do Głogowa, gdzie wyznaczono zbiórkę i gdzie mieszka Artur „Szwagier” Perucki, jeden z uczestników rejsu i jedyny, który nie był mieszkańcem Przemkowa. Około godziny 16°° byłem już zaniepokojony brakiem kontaktu. Niestety moje próby kontaktu z Mietkiem zakończyły się… dalszym brakiem kontaktu. A plany mieliœmy ambitne: wyjazd wczesnym popołudniem z Głogowa, przyjazd do Górek przed wieczorem, wieczorek zapoznawczo - rozpoznawczy, tzn. integracja załogi… Mietek nadal nie odzywał się, a nikogo więcej z nowej załogi jeszcze nie znałem. Poziom irytacji rósł z kwadratem upływu czasu, a niechcšcym „odgromnikiem” napięcia stał się Artur, który zadzwonił, że: „właœnie wyjeżdża z Głogowa…”,  a przyczynš opóŸnienia jest naprawa busa, którym mieliœmy dojechać na jacht. So sorry Artur za mojš irytację! Nie doœć, że „wyżyłem się” na Bogu ducha winnym człowieku, to jeszcze, czekajšc na pozostałych, zostałem zaproszony do mieszkania, gdzie małżonka Artura poczęstowała kawš i pysznym ciastem. Artur pozdrów żonę! Gdzieœ po dziewiętnastej dojechali koledzy z Przemkowa, zapakowaliœmy się do busa (ledwie, ledwie) i ruszyliœmy w końcu w drogę. Nasza WIELKA przygoda rozpoczęła się!

Do Górek Zachodnich dojechaliœmy na czwartš rano; uprzedzony bosman zostawił nam otwarty jacht tak, że nie budzšc go mogliœmy zapakować się i położyć na krótki wypoczynek. Nie chcieliœmy tracić czasu; w końcu była to już niedziela, a przecież rejs miał potrwać tylko do soboty. Udało nam się wstać około dziewištej, koledzy pojechali na zakupy do pobliskiego marketu, ja zajšłem się jachtem. Zasadnicze zakupy mieliœmy zrobić w Helu, tam też miałem w końcu zapytać o oczekiwania załogi.

Mimo poœpiechu z Górek wyszliœmy dopiero około czternastej, by już po trzech i pół godzinie przycumować w Helu. Kierunek i siła wiatru były korzystne, większoœć trasy przeszliœmy na żaglach. Niebo było zachmurzone a zatoka zafalowana. Na Helu było już czuć koniec sezonu. Niebo robiło się coraz ciemniejsze, wzmagał się wiatr. Postanowiłem sprawdzić prognozę. Niestety moje obawy znalazły potwierdzenie. Raport pogodowy przewidywał na najbliższe dwanaœcie godzin wiatr z SE 20 do 25 węzłów. Gorzej, że na kolejne dwanaœcie godzin (na poniedziałek) prognozowano już powyżej 30 węzłów, czyli regularnš „siódemkę”. Wyemitowano „ostrzeżenie przed sztormem” na akwen Bałtyku Południowego. Jedynš rozsšdnš decyzjš było pozostanie w porcie do czasu „wydmuchania się” i poprawy pogody. A tu załoga sformułowała postulat popłynięcia na Litwę, do Kłajpedy. Bagatela, jakieœ 130 Mm z uwzględnieniem koniecznoœci ominięcia szerokim łukiem wód terytorialnych obwodu kalingradzkiego. Według J. Kulińskiego i jego locyjki „Porty Łotwy i Litwy” , przy założeniu żeglugi małym jachtem (kazus Ambasadora) i możliwoœci utrzymania na całej trasie œredniej prędkoœci, chociaż czterech węzłów, niezbędny czas wynosił w granicach trzydziestu godzin. Szybko liczšc wyszło mi, że najwczeœniej możemy dotrzeć do Kłajpedy w œrodę i to raczej po południu. Uwzględniajšc dzień postoju (zwiedzanie miasta) i kolejne minimum trzydzieœci godzin na powrót, zakończenie rejsu w sobotę stawało się problematyczne! No dobrze, w zapasie mieliœmy jeszcze niedzielę, ale wtedy czekała nas nocna podróż na Dolny Œlšsk, brak snu i wypoczynku, a niektórzy jeszcze musieli zameldować się od rana w pracy. To wszystko przy optymistycznym założeniu, że przez całš pozostałš częœć tygodnia pogoda będzie nam sprzyjać i to zarówno, co do kierunku, jak i siły wiatru. A przecież była już połowa wrzeœnia, był poniedziałek - 14 wrzeœnia i wiała „siódemka”. Niestety moje próby perswazji, mimo, że odbyły się w miłej atmosferze pubu „Kapitan Morgan”, przy kufelku (w podtekœcie była nieskrywana sugestia, że w kolejnych portach Zatoki Gdańskiej możemy kończyć podobnie każdy dzień spędzony na wodzie) nie powiodły się. Mietek, a zanim pozostali członkowie załogi (nie przedstawiłem jeszcze Irka „Wędkarza” Lacha) odpowiadali „Kłajpeda” na każdy mój argument, że:  „…wrzesień – Kłajpeda; …że krótki dzień i długa noc, żegluga będzie męczšca i nieprzyjemna – Kłajpeda; …że może zepsuć się pogoda i ugrzęŸniemy gdzieœ na dłużej – Kłajpeda; …że wody terytorialne Rosji i wszystkiego można się spodziewać – Kłajpeda”! W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak zaakceptować plan rejsu, w końcu to oni byli sponsorami całej tej zabawy:  „…nasz klient, nasz per pan” - jak mawiał klasyk. W tym momencie po raz pierwszy w tym rejsie wykazałem się brakiem asertywnoœci. Koledzy ucieszyli się i odetchnęli, ja podskórnie czułem, że to zły pomysł. W poniedziałek uzupełniliœmy zapasy, dotankowaliœmy wodę. Pozostałš częœć dnia poœwięciliœmy na zwiedzanie Helu. Byliœmy w Fokarium oraz na końcu mierzei Helskiej (tam, gdzie według jednych kończy się Polska; inni uważajš, że się zaczyna), zwiedziliœmy niedostępne do niedawna bunkry wojenne. Kolejny wieczór spędziliœmy w Kapitanie Morganie na słuchaniu szant „live”. W morze wyszliœmy we wtorek po dziesištej rano. Byłem zły na siebie, ale odwrotu nie było! Dobrze, że chociaż wiało z dobrego kierunku (najpierw SW, póŸniej S); tymczasem nie groziło, że przyciœnie nas do granicy wód terytorialnych „kaliningradzkiej obłasti” . Gorzej, że szybko zaczęła spadać siła wiatru, tym samym prędkoœć żeglugi. Zapowiadało się, że spędzimy na wodzie dużo więcej czasu od planowanych trzydziestu godzin. Gdy prędkoœć spadła nam do 2 – 2,5 węzła, nie było wyjœcia i trzeba było podeprzeć się „katarynš”. I tak praktycznie przez większoœć owych trzydziestu godzin, których potrzebowaliœmy na „doczołganie” się do Kłajpedy. Cóż, przez całš trasę „tam” nie wiało mocniej niż 2°B. Jeszcze tylko emocje na wejœciu ze zgłoszeniem przez radio „na œlepo” (ci, którzy w tym roku żeglowali na Ambasadorze wiedzš, o co chodzi) naszej obecnoœci na wodach terytorialnych Litwy do Coastguard i Harbour Traffic Control i mogliœmy zacumować w Old Castle Harbour (postój 15 euro za dobę, w tym woda i energia elektryczna). Było po szesnastej. Przypomnę, że tuż po osiemnastej zapadał zmierzch. Z wyliczeń wynikało, że właœciwie z samego rana powinniœmy zrobi栄go back” i jak najszybciej rozpoczšć powrót. A gdzie zwiedzanie, zakup pamištek, zdjęcia (kto nam uwierzy, że dotarliœmy na Litwę)? W dodatku byliœmy zmęczeni po półtorej doby w morzu. I jeszcze ta prognoza pogody (nowa). Korzystajšc z komputera w bosmance portu, po konsultacjach z Mirkiem Skoczkiem, który nas wspierał z brzegu, okazało się, że przesuwa się kolejny front wyżowy. Padło ostrzeżenie przed silnym wiatrem na Bałtyk Południowy i Południowo-Wschodni: szeœć do siedmiu w skali Beauforta, w trakcie spodziewanych burz nawet do oœmiu, z kierunku SW (kierunek naszego powrotu) na najbliższe i kolejne dwanaœcie godzin. Najgorzej miało wiać w nocy z czwartku na pištek. Czy zdšżymy wychodzšc od razu, czy lepiej przeczekać, ale jak długo? Czy wydmucha się do pištku i mamy szansę być na Helu w sobotę wieczorem, czy też nie? Czarny scenariusz zdawał się realizować. Co robić? Na pokładzie zapasy przysmaków własnej roboty (myœliwi), też do picia! Kłajpeda „by night ” - czekała na nasz podbój! Z drugiej strony cień szansy, że zdšżymy wrócić przed sztormem na polskie wybrzeże i być może unikniemy „zamurowania” na wiele dni w obcym porcie. Zdarzało się już, że wrzeœniowe sztormy trwały i tydzień. Podejmuję decyzję – zostajemy do pištku, do rana. Załoga wyraża zadowolenie, już nie musimy się spieszyć, będzie czas na zwiedzanie, zdjęcia i zakupy. Należy im się! W końcu stanęli na wysokoœci zadania i dzielnie żeglowali po morzu. Okazało się, że był to już kolejny rejs chłopaków na Ambasadorze. Mieli okazję żeglować, m. in. ze œp. kapitanem Michałem Krawcowem, z którym przeszli dobrš szkołę. Każdy, kto znał Michała wie, że dla niego nie było złej pogody, gdy inni chowali się do portu, on z niego wypływał. Jednym słowem, moje obawy, co do załogi okazały się niezasadne. Tymczasem siadamy do kolacji, póŸniej krótki spacer i w koje.

W czwartek obudziło nas słońce i temperatura w okolicach 30°C. Przebrani w krótkie spodnie i T-shirt-y ruszamy w miasto. Kłajpeda (największy i jedyny port morski Litwy) okazuje się nowoczesnym i zadbanym, pełnym zabytków, rzeŸb i fontann miastem. Ludzie uœmiechnięci, dobrze ubrani i życzliwi. Można się dogadać po angielsku i rosyjsku, niektórzy próbujš rozmawiać po polsku, jak nasz bosman – gospodarz mariny. Irek przegania całš załogę w poprzek miasta; szuka sklepu, gdzie będzie mógł kupić zestaw z klocków Lego na prezent dla synka. PóŸniej okaże się, że w drugš stronę podobny sklep był pięćset metrów od nas i nie trzeba było robić dziesięciu kilometrów po Kłajpedzie. Ale dzięki temu dosyć dobrze poznaliœmy miasto.

W czwartek potwierdza się prognoza. Odkręciło się na SW i zaczyna mocno wiać. A Ambasador nie lubi halsówki pod wiatr i falę na zarefowanych żaglach. Kšt martwy roœnie w takich warunkach znacznie. Wczorajsze ostrzeżenie przed silnym wiatrem zostaje zastšpione ostrzeżeniem przed sztormem (9°B) w pištek. Decyzja może być jedna – stoimy kolejny dzień. Przeprawiamy się promem na drugš stronę kanału portowego, na mierzeję Kurońskš. Kupujemy bilety do delfinarium (7 euro), gdzie jesteœmy uczestnikami wspaniałego pokazu. Litwa liczy ok. 3,6 miliona obywateli i ma takš atrakcję, Polska jest ludniejsza i nie ma delfinarium – szkoda. Po pokazie odbywamy długi spacer wzdłuż plaży. Załoga może wreszcie na własne oczy zobaczyć, jak mocno wieje i jaka wypiętrzyła się fala. W porównaniu z otwartym terenem mierzei, w marinie jachtowej zlokalizowanej w dobrze osłoniętej, głębokiej fosie panuje cisza. Mam nadzieje, że dotarło do kolegów, że słusznie zadecydowałem o pozostaniu w porcie i przełożeniu powrotu na kolejny dzień. A roœnie już zniecierpliwienie. Z jednej strony presja koniecznoœci powrotu do pracy, z drugiej monotonia przedłużajšcego się postoju w jednym porcie. Kończš się również „zapasy”, ale to najmniejszy problem. W pobliskim sklepie uzupełniam je (8,5 euro; -), przy okazji załoga kupuje brakujšcš banderkę litewskš, którš wywieszamy pod prawym salingiem. Miło spędzamy kolejny wieczór, zwłaszcza, że trwajš koszykarskie mistrzostwa œwiata, a team Litwy radzi sobie nadspodziewanie dobrze i „tubylcy” sš wyjštkowo dobrze do nas nastawieni. Plan jest taki, by wyjœć w sobotę po południu i skorzystać z zapowiadanej „ odkrętki” słabnšcego wiatru. Niestety po raz drugi wykazałem się brakiem asertywnoœci. Zniecierpliwiona załoga wymusza poranne oddanie cum. Jak zła była to decyzja przekonaliœmy się już w główkach portu, gdzie przywitała nas dwumetrowa, martwa fala. Ambasadorem rzucało mocno. Dobrze, że mogliœmy iœć prosto pod falę, wiała już tylko „pištka”, ale nasz silnik i tak ledwie dawał radę. Przejœcie dwóch mil do boi podejœciowej zajęło nam godzinę. Dopiero tam mogliœmy postawić zarefowane żagle i odłożyć się na lewy hals w kierunku… Gotlandii. Niedowiarkowie w załodze mogli przekonać się, że mówiłem prawdę o właœciwoœciach nautycznych jachtu i kšcie martwym. Zmiana halsu nie wchodziła w grę. W najlepszym razie wyszlibyœmy na półwysep Taran. Nie pozostało nam nic innego jak odejœć jak najdalej od brzegu kursem 300 - 320°, poczekać na zapowiadanš zmianę kierunku wiatru na bardziej zachodni. Bardzo szybko zmęczyła nas wysoka fala będšca pozostałoœciš niedawnego sztormu. Gdy po całej dobie żeglugi okazało się, że jesteœmy niecałe 20 Mm od Kłajpedy, zmęczeni falš - załoga przekonała się (mam nadzieję), że warto czasem poczekać dłużej, by żeglować szybciej i krócej oraz przyjemniej. Wyszło na moje. Miałem satysfakcję, że wieloletnie doœwiadczenie żeglarskie znalazło kolejne potwierdzenie.

Powrót na Hel zajšł nam czterdzieœci cztery godziny, w porcie zacumowaliœmy pół godziny po drugiej w nocy, już w poniedziałek. Przerwa w drodze do Górek Zachodnich, gdzie mieliœmy zostawić jacht, podyktowana była zmęczeniem, awariš UKF-ki i chęciš uniknięcia nocnego „szlajania” się po Zatoce Gdańskiej. Po trzech godzinach, gdy zaczęło œwitać, ruszyliœmy w dalszš drogę. Po kolejnych czterech zacumowaliœmy przy pomoœcie AKM w Górkach. Jeszcze tylko sprzštanie, uzupełnienie paliwa i wymustrowanie załogi. Nasz rej s zakończył się. Przepłynęliœmy 274 Mm w czasie 82 godzin (przypomnę tydzień to 168 godzin) – zupełne wariactwo, zwłaszcza o tej porze roku. Niemniej odczuwałem z całš załogš ogromnš satysfakcję z udanego rejsu. Byłem wdzięczny, że trochę na zasadzie „przymuszenia” popłynšłem do Kłajpedy. Zwłaszcza teraz, gdy wszystko skończyło się dobrze, a opóŸnienie nie było zbyt duże. Satysfakcja była tym większa, że jak uœwiadomił nas Jarek Szczepanowski, był to debiut Ambasadora na tych wodach i pierwsze w historii zawinięcie do Kłajpedy.

Robert Grodecki Š

PS. Konkluzja musi być! Ktoœ może zapytać, czemu tak dużo i tak szczegółowo opisałem kwestie organizacyjne zwišzane z odbytym rejsem. Wydaje mi się, że warto podzielić się nowym, również dla mnie, doœwiadczeniem z odbytego rejsu w tej częœci M. Bałtyckiego. Przez lata Ambasador żeglował głównie po Bałtyku Zachodnim, ze Œwinoujœcia, na Bornholm, Rugię, do Kopenhagi, w Bełty itp. Zupełnie inne ukształtowanie wybrzeży, inne odległoœci, inna wreszcie możliwoœć schronienia się przed złš pogodš. Również i ja miałem wiele okazji pływania na tych wodach, np. na Bornholm. Ze Œwinoujœcia na wyspę wystarczyło 12 do 15 godzin. Gdy wiało z zachodu, rozsšdnym wyborem było wybrzeże wschodnie z Nexo, Svaneke, Tejn czy Allinge. Gdy rozdmuchiwało się od wschodu można było pożeglować do Ronne, Hasle, czy pod zamek Hammershus. W cišgu tygodnia złej pogody zawsze można było trafić w „ okienko pogodowe” i po kolejnych 15 godzinach zameldować się w Œwinoujœciu lub Kołobrzegu, ew. w Sassnitz. Odbywałem takie rejsy we wrzeœniu, a zdarzyło się, że i w paŸdzierniku; oznaczało to w najgorszej sytuacji jednš noc w morzu. Bez względu na prognozowany kierunek wiatru, zawsze można było gdzieœ popłynšć (i wrócić) w tygodniowym rejsie.

Teraz wiem, że na Bałtyku wschodnim sprawy majš się zupełnie inaczej i warto poniższe uwagi wzišć na poważnie. Po pierwsze, jeœli planujemy rejs z portów Zatoki Gdańskiej do portów Litwy, Łotwy (nie wspominajšc o Estonii) lub na Gotlandię to raczej dwa tygodnie, a nie tydzień. Po drugie, lepiej w czerwcu, lipcu (dłuższy dzień, lepsza pogoda – mniej sztormów) lub sierpniu. Po trzecie, zapowiedŸ złej pogody lepiej przeczekać w porcie. Przy sztormie z zachodu do północy nie ma gdzie się schować (dopiero za mierzejš helskš – ale czasem można tam nie zdšżyć). Bałtijsk zgodnie z tym, co można wyczytać w locji, nie może być traktowany, jako port schronienia, Rosjanie tego sobie nie życzš. Cały ten obszar to jedna wielka militarna „zona”. A po poparciu Ukrainy w jej staraniach unijnych, jesteœmy pierwsi na celowniku Moskwy. Do Visby jest z Helu ok. 160 Mm, do Kłajpedy – 130, do Lipawy jakieœ 170 Mm. Trzeba liczyć nawet dwie doby nieprzerwanej żeglugi, co może być mało przyjemne w złej pogodzie, w drugiej połowie wrzeœnia. Po czwarte, trzeba się liczyć z płynięciem głównie po ciemku (dzień coraz krótszy). I po pište, trzymajcie się z daleka od wód terytorialnych Rosji. Ja założyłem dodatkowe 5 mil ponad granicę 12 mil od brzegów obwodu kalingradzkiego. A i tak w nocy obserwowaliœmy żenujšce manewry okrętów rosyjskiej marynarki wojennej, które dokładnie obstawiły swojš granicę, od wód polskich po litewskie i w mojej ocenie wypływały zdecydowanie poza linię morza terytorialnego. A w nocy jeden z nich, z wygaszonymi œwiatłami pozycyjnymi kilkakrotnie nas okršżył, widać było wyraŸnie jego cień na linii nocnego nieba i wody.

Reasumujšc, jeœli wybieracie się w rejs „dookoła œwiata”,  to planujcie minimum dwa tygodnie. W moim odczuciu tygodniowy rej s po tym akwenie jest ryzykowny, zwłaszcza jesieniš. Pozostaje wtedy rejs po zatoce, ew. skok do Władysławowa.

Zdjęcia z wyprawy można zobaczyć w naszej galerii Wrzeœniowy rejs Ambasadorem do Kłajpedy

 Akademicki Klub Morski w Gdańsku, adres korespondencyjny: ul. Stogi 18, 80-642, Gdańsk - Górki Zachodnie, NIP 584-02-54-136, e-mail:akm@akm.gda.pl